Życie każdego z nas sprowadza się do relacji z samym sobą, a co za tym idzie z relacji z innymi ludźmi. Spotykamy takich ludzi, którzy czegoś nas mają nauczyć. Jeśli nie odrobimy jakiejś lekcji za jakiś czas spotykamy człowieka o podobnej roli z tym, że ta kolejna lekcja jest bardziej bolesna i powoduje większy uraz w jakiejś sferze życia.

Tak też jest ze mną. Kiedy miałem 5 m-cy(był rok 1959) zachorowałem na zapalenie płuc i wylądowałem w szpitalu bez MAMY. W takiej sytuacji mały człowiek może czuć tylko jedno lęk, lęk i jeszcze raz lęk przed odrzuceniem, a może i samo odrzucenie przez MAMĘ. Ten skrypt-program został wdrukowany na stałe do mojej pamięci emocjonalnej. Ten uraz w całym życiu kamuflowałem na różne sposoby. Aby zasłużyć na miłość MAMY w dorosłym życiu robiłem różne niekoniecznie mądre rzeczy aby być kochanym. Zdobywanie pozycji społecznej, zawodowej, materialnej a jakże. Oczywiście są to mechanizmy nieświadome ale w życiu “dorosłego” idą za takimi zachowaniami zupełnie dorosłe klapsy czyli kolejne życiowe upadki. Każdy kolejny badziej bolesny. Cykliczność życiowych wpadek zdumiewająca, co 10 lat czyli w 33 i 43 roku życia.

Energia nie zna pojęcia moralności, to wymysł ludzi służący aby trzymać jednostki w systemie toksycznej rodziny, społeczeństwa i wreszcie religii. W moim przypadku zrobiono mi ciuś ciuś aby mnie zawstydzić i wbić w poczucie winy za to, że nie spełniam oczekiwań. Przy drugiej wpadce moje poczynania doprowadziły do tego, że znalazłem się poza systemem. Odrzucenie było bardzo bolesne i nadszedł czas na lekcję zgłebiania podświadomości i ukrytych motywów decyzji. Prawdy odkrywane przez mnie były cudownie odkrywcze, poznawałem głebię relacji interpesonalnych, a co za tym idzie intrapsychicznych. Ta wiedza o sobie uczyniła mnie człowiekiem, który na węch rozpoznaje co bedzie i co było. Przecież jedno wynika z poprzedniego, a ten ciąg energetyczny pokazuje przyszłość.

Zgłebiona psychologia i tytuł psychologa psychotronika napawał mnie dumą. Kiedy już nacieszyłem się w praktyce tym tytułem przyszedł czas poszukiwania głebi człowieczeństwa. Pojawił się ŚWIĘTY GONG nie w sensie kościelnych świętości bo te nic ze świętością nie mają wspólnego. ŚWIĘTY GONG dlatego, że transformuje energię w najczystszej postaci z centrum NIESKOŃCZENIE WIELKIEGO KOSMOSU. ŚWIĘTY GONG otworzył w czasie pierwszej sesji moją czakrę serca na uniwersalną MIŁOŚĆ DO LUDZI. Każdy dzień ze ŚWIĘTYM GONGIEM jest kolejnym dniem doświadczania miłości w najrozmaitszych formach. Ta energia to energia życia wiecznego poszerzająca horyzonty umysłu coraz to dalej i dalej. Oczywiście pojawia się lęk przed nieznanym światem, który jest we mnie i Tobie. W LĘKU NIE NIC ZŁEGO OPRÓCZ NIEGO SAMEGO. Skoro to czytasz to znaczy, że poszukujesz, a jak poszukujesz to znajdziesz.

W ŚWIĘTYM GONGU JEST WSZYSTKO CZEGO ZAPRAGNIESZ. ŚWIĘTY GONG uwalnia od lęku, rozbraja strukturę ego, jesteś czysty jak nowonarodzone niemowlę pozbawione przekonań, bezbronne ale dlatego, że otaczający Cię świat jest całkowcie bezpieczny, wreszczie bez winy bo czemóż niemowlę miałoby być winne?

Zaufałem ŚWIĘTEMU GONGOWI całkowicie i ON prowadzi mnie przez życie, w miejsca i do ludzi o których jeszcze wczoraj nie miałem bladego pojecia, że istnieją. Czasami się boję i chcę uciekać jak mały chłopiec ale za chwilę lęk ustępuje i pojawia się ciekawość i radość małego dziecka.

To tak jakbyś był na początku swojej drogi, czyż to nie jest zachęta do życia wiecznego?